Prawo ITPrawo międzynarodowePrawo unijne

Wolność słowa a mowa nienawiści. Mroczna strona hostingu

W czasach przed zawirusowaniem pisałam o tym co to jest hosting i czemu dostawcy usługi hostingu są bezkarni w UE. I teraz niespodzianka. TSUE swoje, UE swoje, a tymczasem okazuje się, że ta wypracowana unijnymi przepisami i orzeczeniami Trybunału bezkarność ma jednak swoje granice. Niewykluczone, że wytyczył je Europejski Trybunał Praw Człowieka ( ETPCZ), któremu przyszło ocenić jak mają się do siebie wolność słowa a mowa nienawiści. Kiedy tak naprawdę możemy mówić o hostingu i kiedy prawo do wolności wypowiedzi przestaje chronić dostawcę usług internetowych.

Wolność słowa a mowa nienawiści czyli estoński portal informacyjny sieje burzę

Zaczęło się banalnie. Nocą z 24 na 25 stycznia 2006 r. Delfi SA, Jeden z największych estońskich portali informacyjnych, opublikował na swojej stronie internetowej wyważony i obiektywny artykuł dotyczący poczynań niejakiego pana L.

Jak się domyślasz biznesowe i nie tylko, działania L. były na tyle kontrowersyjne, że pod artykułem wybuchła natychmiast gorąca dyskusja na ok. 185 komentarzy. Z czego ok. 20 brzmiało mniej więcej tak:

Do worka z nim i pod lód!

Stuknąć tego drania raz, a dobrze.

oraz nie mniej czarujące, acz wyjątkowo treściwe:

Pierdolony sukinsyn !

Wolność słowa a mowa nienawiści czyli kto wiatr sieje, zbiera burzę

Jak się domyślasz pan L. poczuł się dotknięty. W tej sytuacji, 9 marca 2006 r., wysłał do Delfi swoich prawników żądając usunięcia komentarzy i słonego odszkodowania za naruszenie jego dobrego imienia i innych dóbr osobistych. Delfi zareagowała natychmiast. Od razu usunęła komentarze i przeprosiła informując jednocześnie, że ewentualnym naruszeniu prawa ich treścią dowiedziała się dopiero 9 marca, kiedy napisali do niej prawnicy L. Wcześniej nie miała o niczym pojęcia, ponieważ co do komentarzy, to oferuje tylko usługę hostingu. Po prostu przechowuje na swoich serwerach i automatycznie publikuje treść dostarczoną przez użytkowników portalu. Dziennie na stronie ma około 10 000 nowych komentarzy. Nikt jej wcześniej nie zgłosił, że te komentarze mogą naruszać prawo czy chociaż regulamin portalu, mimo, że na stronie była taka możliwość. Cóż, Delfi zachowała się wręcz podręcznikowo i w 100% zgodnie z przepisami unijnej dyrektywy 2000/31 (tzw. dyrektywy o handlu elektronicznym).

Estoński Sąd Najwyższy orzeka, że Delfi nie dostarczało hostingu

Kłopot w tym, że pan L. poszedł do sądu. Efekt przetoczenia się sprawy przez wszystkie możliwe instancje był taki, że Estoński Sąd Najwyższy uznał, że Delfi nie korzysta z ochrony jaką daje hostingowa prawo unijne. W związku z czym nie może sobie biernie czekać, aż jej ktoś powie , że o, ten komentarz narusza prawo. A jak nie może czekać, to znaczy, że usunięcie feralnych komentarzy dopiero w 6 tygodni po ich publikacji, jest naruszeniem dóbr osobistych pana L. i Delfi ma mu zapłacić odszkodowanie.

Oczywiście Delfi kompletnie się z tym wyrokiem nie zgodziła i pozwała Estonię przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka zarzucając, że Republika Estonii wyrokiem SN naruszyła artykuł 10 Konwencji Praw Człowieka czyli prawo wolności wypowiedzi. Zdaniem spółki, stała na straży wolności słowa komentujących.

Wolność słowa a mowa nienawiści. Europejski Trybunał Praw Człowieka poskramia hosting

Wyrok w sprawie Delfi SA przeciwko Republice Estonii zapadł 16 czerwca 2015r. (skarga nr 64569/09). Niestety ETPCZ w 100% zgodził się z estońskim Sądem Najwyższym, a od siebie dorzucił jeszcze znamienne spostrzeżenie w kwestii wolność słowa a mowa nienawiści. Otóż, zdaniem ETPCZ nie ma najmniejszych wątpliwości, że tych 20 komentarzy, do których przyczepił się pan L., to nic innego jak klasyczny przykład mowy nienawiści i podżegania do przemocy. Żadna tam dorozumiana mowa nienawiści czy podżeganie do przemocy tylko ordynarne: kawa na ławę. A ani jedno ani drugie nie korzysta z ochrony art. 10 Konwencji Praw Człowieka. I w zasadzie na tym Trybunał mógłby skończyć i skargę oddalić. Ale nie skończył, bo przejechał się jeszcze dogłębnie po hostingu i po tym kiedy nie możesz być traktowany jako dostawca usług hostingowych.

 I tak, przede wszystkim ETPCZ przyznał, że zna i poważa zarówno unijną dyrektywę o handlu elektronicznym, jak i orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE w tym zakresie lecz jego zdaniem ani jedno ani drugie nie ma zastosowania do Delfi. Czemu ?

Tam gdzie kończy się hosting, budzą się potwory odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych

ETPCZ całkowicie zgodził się z estońskim SN, co do tego, że Delfi nie jest i nie była dostawcą hostingu, ponieważ jej rola w publikacji nieszczęsnych 20 komentarzy wykraczała daleko poza pasywne, zautomatyzowane działania technicznego usługodawcy.

Po pierwsze, co mnie bardzo mnie zaciekawiło, oba sądy zwróciły uwagę na to, że Delfi tak naprawdę zarabia na liczbie komentarzy. Im więcej komentarzy, tym więcej odwiedzin na portalu, a to oznacza dla spółki więcej reklamodawców. Delfi czerpie zyski głównie z reklam, więc ma interes ekonomiczny w publikacji komentarzy. Czyli zarabianie na komentarzach wyklucza ich hosting. Kto zarabia, ten nie może być już uznany za biernego pośrednika między usługodawcą a usługobiorcą
(tutaj w przykładzie Delfi między komentującym a czytelnikiem komentarza). TSUE w ogóle tak do sprawy nie podchodzi. W świetle prawa unijnego, to powiązanie nie ma znaczenia dla tego czy jesteś czy też nie dostawcą hostingu. I teraz zadaj sobie pytanie: czy słusznie?

Po drugie, ETPCZ stwierdził, że Delfi jako jedyna miała możliwość usunięcia komentarzy. Takiej możliwości nie mieli nawet ich autorzy, co Trybunał podkreślił. Delfi sama zachęcała i dawała techniczną możliwość do zgłoszenia komentarza do moderacji. Czego jej zabrakło to wprowadzenia wystarczająco dobrego mechanizmu wychwytywania treści podżegających do przemocy oraz mowy nienawiści. Filtry powinny były je wychwytywać automatycznie i natychmiast uniemożliwiać publikację takich komentarzy, bez czekania aż ktoś je zgłosi do moderacji.

Po trzecie, co wykazali przed estońskimi sądami adwokaci pana L., administratorzy Delfi czasem sami usuwali komentarze. Działo się tak wielokrotnie pod innymi artykułami opublikowanymi na portalu.

Reasumując, ETPCZ uznał, że Delfi nie może być uznana za hostingodawcę co do komentarzy pod artykułami nie swej stronie bo:

1) zarabia pośrednio na ilości publikowanych komentarzy,

2) tak naprawdę tylko Delfi ma możliwość ich kontroli i usunięcia,

W związku z tym, nie może sobie tak po prostu biernie czekać, aż ktoś ją poinformuje o komentarzu naruszającym prawo, bo ponosi pełną odpowiedzialność za treść opublikowanego komentarza. I czy to nie jest ciekawe podejście do sprawy? Hosting w UE nie jest jednak taki bezkarny jakby się wydawało, prawda?

Pozdrawiam, Prawstoria

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button