Pieczara HumanistyPrawo medycznePrawo pracyPrawo unijneWeselsza strona prawa

Test kariery czyli prezent. O wódce i romansach w pracy.

Było o tym, co trzeba wiedzieć zanim się wręczy prezent świąteczny, a już zwłaszcza klientowi. Było o tym, komu lepiej w ogóle prezentów nie dawać, bo to się może źle skończyć. A teraz będzie o wódzie i romansach w pracy czyli niefortunny prezent jako test kariery. Dlaczego butelka wódki za 50 złotych wręczona lekarzowi to łapówka i czemu nie do końca. I kiedy  miłość jest łapówką w rozumieniu art. 228 kk.

TEST KARIERY CZYLI POKAŻ DOKTORZE CO MASZ W KOMORZE (NA PÓŁCE W BARKU, OCZYWIŚCIE)

Jeśli kiedykolwiek szukałeś informacji o łapówkach albo „niebezpiecznych” prezentach, to na pewno natknąłeś się na mniej lub bardziej udramatycznione ostrzeżenie dotyczące wódki. A ściślej mówiąc 0,75l Finlandii za 50 złotych.

Tak, nasz Sąd Najwyższy faktycznie orzekł, że wręczenie lekarzowi takiej flaszeczki to łapówka. Wyrok zapadł 1 grudnia 2016r. i dla chętnych zamieszczam linka i sygnaturę tego wyroku: WA 14/16 .

 Jak pamiętasz, z wpisu o tym, komu lepiej nie dawać prezentów, lekarze tej liście są.  Ten konkretny lekarz był „potrójnie niebezpieczny”, bo nie dość, że lekarz, to jeszcze ordynator w publicznym szpitalu wojskowym i na dobitkę żołnierz służby czynnej w stopniu podpułkownika. Czyli funkcja publiczna, funkcjonariuszem publicznym pogania. Pan został oskarżony o przestępstwo z art. 228 kodeksu karnego (poza tym miał masę innych zarzutów, ale tu odsyłam do wyroku po szczegóły). Dla nas istotne jest, że pana podpułkownika prokurator oskarżał o to, że :

w dniu 7 sierpnia 2006 r. o godz. 9:16 w gabinecie ordynatora Oddziału (…), jako funkcjonariusz publiczny, żołnierz służby czynnej, w związku z pełnieniem funkcji publicznej na stanowisku Ordynatora Oddziału (…) przyjął korzyść majątkową w postaci butelki alkoholu marki „FINLANDIA” o pojemności 0,75l o wartości nie mniejszej niż 50 zł w torbie foliowej tzw. „reklamówce” od ustalonej osoby cywilnej – kobiety.

Ową kobietą, była żona pacjenta pana doktora, która wręczyła mu buteleczkę w podzięce za leczenie męża. Niestety, w praktyce nieszczęsna Finlandia okazała się prawdziwym testem kariery dla pana doktora. Prezent sprawił, że  był ciągany po sądach karnych przez 10 lat.

Test kariery można czasem oblać złym prezentem.

TEST KARIERY „NA FINLNDIĘ” ZAKOŃCZONY: ŁAPÓWKA BYŁA, PRZESTĘPSTWA NIE MA

 Szczęście w nieszczęściu,  po dekadzie procesów, pan pułkownik mógł wreszcie odetchnąć. Częściowo.

Sąd Najwyższy stwierdził, że przyjęcie łapówki w związku z pełnieniem funkcji publicznej podlega karze zgodnie z art. 228 kodeksu karnego. I fakt, że  pan doktor dostał butelkę jako dowód wdzięczności już po tym jak pacjenta wyleczył, nie ma znaczenia. Przyjął prezent w związku z pełnieniem funkcji publicznej i tylko to się liczy, a nie to kiedy ten prezent przyjął i od kogo ani w jakim celu mu ten prezent wręczano.

Nie mniej  jednak, w tym konkretnym przypadku, podpułkownik przestępstwa nie popełnił, bo Sąd uznał, że społeczna szkodliwość przyjęcia 0,75 Finlandii była znikoma.  Nasze przepisy  karne stwierdzają, że jeśli społeczna szkodliwość czynu, który normalnie  byłby przestępstwem, jest znikoma, to taki czyn przestępstwem jednak nie jest i karze nie podlega.

Niestety dla przyjmujących i wręczających prezenty, stopień społecznej szkodliwości czynu sąd ocenia zawsze biorąc pod uwagę konkretne okoliczności danej sprawy. Czyli nie da się z góry założyć, że dany czyn ma znikomą społeczną szkodliwość.

Wniosek? Tak, 0,75 l Finlandii może zrujnować komuś życie i karierę.

Ale co  tam wódka. Nasz kodeks karny jest bezlitosny. Zgodnie z art.228 kk nawet miłość może być łapówką. Nie wierzysz? A to czytaj dalej.

Test kariery sędziego to czasem jeden adwokat

„ABY BYŁ W MOJEJ SPRAWIE, ABYM MOGŁA GO WIDYWAĆ”

Teraz użyj wyobraźni. Po pierwsze jesteś kobietą. Ambitną, młodą, wszyscy mówią, że bardzo zdolną. Przecież skończyłaś studia prawnicze i zostałaś sędzią. Oczywiście przez lata zakuwałaś po nocach i nie miałaś życia towarzyskiego, a tak w ogóle, to szczerze nienawidzisz tego co robisz, ale kochasz prestiż. Lubisz to. Sukces. Twoje koleżanki nie mają się czym pochwalić. A kiedy tylko próbują, wystarczy, że zrobisz poważną minę i jedno „jestem sędzią” zgarnia całą pulę splendoru. Do czasu. Lata płyną i nagle się okazuje, że przekroczyłaś dawno trzydziestkę i się orientujesz, że większość tych mniej zdolnych koleżanek jest już „mężata”, a nawet dzieciata. Poza tym jakoś podejrzanie zadowolona z życia, mimo, że nie mają tego całego prestiżu i splendoru zawodowego. Oczywiście nie możesz być gorsza od nich. Skoro one mogą sobie znaleźć jakiego pierwszego, lepszego, za przeproszeniem, Janusza czy Sebka. To musi być ktoś. Naprawdę ktoś, tak, żeby wszystkim kapcie spadły z nóg o innych częściach garderoby nie wspominając. Tymczasem szukasz, szukasz i nic. A czas płynie. A kiedy już zaczynasz tracić nadzieję, zgodnie z żelazną zasadą wszystkich telewizyjnych i książkowych romansów, pojawia się ON.

Jest przystojny, wysoki, inteligentny, z poczuciem humoru. I do tego prawnik. I to nie byle jaki, bo adwokat. Z początku wasze spotkanie mają charakter czysto służbowy. Ale od razu wpadacie sobie w oko. Zaczynasz się łapać na tym, że czekasz żeby pojawił się na rozprawie.

Pewnego razu kończysz  później niż zwykle. Słuchanie światków na ostatniej rozprawie zajęło znacznie więcej niż planowałaś. Masz dość. Z utęsknieniem czekasz na powrót do domu. Jeszcze tylko musisz wyjść i wsiąść w autobus, bo auto jak na złość u mechanika. Wychodzisz z pokoju i powoli ruszasz korytarzem w stronę wyjścia. I wtedy widzisz, że na ławce siedzi ON. Nie możesz nie zareagować na to uwodzicielsko wypowiedziane:

– Dobry wieczór pani sędzio – bo to byłoby niegrzeczne. I, Boże, jak on pięknie wygląda otulony tym lekkim półmrokiem korytarza.

 Proponuje, że podrzuci cię do domu. Zgadzasz się, aczkolwiek, zgodnie z zasadami romansów, wbrew sobie.  

I tak to się zaczyna. Najpierw odwożenie do domu, potem wspólne posiłki, a dalej osobiste smsy z podtekstem erotycznym, uczucie zakochania i w końcu „związek bardziej intymny”, jak sama tłumaczysz sądowi.

A dlaczego tłumaczysz?

A, bo pewnego dnia ON szepcze namiętnie:

– Zrób to dla mnie – a Ty już nie potrafisz odmówić.

 Wydajesz korzystne dla jego klientów decyzje procesowe. Na początku drobniejsze, a w końcu idziesz na całość. Ostatecznie w miłości jak na wojnie – zasad brak. Wydajesz już bez żenady wyrok korzystny dla klienta Twego ukochanego. A ponieważ sprawa początkowo zostaje przydzielona innemu sędziemu, Ty, na skrzydłach miłości i wrodzonej inteligencji, robisz tak, żeby trafiła jednak do Ciebie,bo wyrok musi być  po myśli ukochanego. Dla NIEGO wszystko. A że tam jest w jakimś związku z inną adwokatką i musicie się ukrywać, to co tam. ON Cię przecież kocha i lada chwila zerwie z tamtą flądrą.  Jest cudownie, jesteś zakochana, w myślach słyszysz już bicie weselnych dzwonów, bo suknię ślubną dawno wybrałaś.  Gromadka dzieci. Oczywiście przyszłych prawników albo lekarzy. I mały, biały domek z przeszklonymi drzwiami.  Cudowna wizja, czyż nie? Wtem ktoś puka do drzwi. Kto to?

Niespodzianka. Prokurator. Właśnie się okazało, że ktoś Ciebie i ukochanego bezczelnie podkablował. Zostałaś oskarżona o wydawanie decyzji procesowych, z wyrokiem włącznie, na korzyść klientów ukochanego w zamian za  przyjęcie łapówki.

Zły Mikołaj :)

KIEDY MIŁOŚĆ JEST ŁAPÓWKĄ CZYLI TEST KARIERY SĘDZI M.P.

Tak, to się wydarzyło naprawdę.  Bohaterką fatalnego romansu z adwokatem była niejaka sędzia M.P.

 Oczywiście, trochę podkoloryzowałam postać pani sędzi dla lepszego efektu. Taka licencia blogica 😉, ale cała reszta to prawda.  Zaczęło się od podwożenia do domu, potem wspólne posiłki, smsy i w końcu „związek bardziej intymny”, a skończyło na wydaniu wyroku – w sprawie karnej przypominam – zgodnie z oczekiwaniami klienta pana adwokata.

 W efekcie sprawą zajęła się prokuratura i sąd, który w I instancji skazał sędzię MP na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu nie dopatrzywszy się żadnych, ale to żadnych okoliczności łagodzących. Sąd Apelacyjny całkowicie podzielił tę opinię. Jeśli chcesz poznać szczegóły, to odsyłam do wyroku Sądu Apelacyjnego w Szczecinie sygnatura II AKa 22/17 z 13 kwietnia 2017r.

Oba sądy uznały, że w tym wypadku łapówką dla sędzi M.P. było zainteresowanie adwokata.

Zacytuję fragment uzasadnienia wyroku SA w Szczecinie:

(…) w rozumieniu art. 228 § 1 KK (…) korzyścią osobistą, jaką przyjęła M. P. od adwokata P. P. było zainteresowanie jej osobą – realizujące potrzeby emocjonalne, uczuciowe i intymne oskarżonej.

Tak, tak. Zgodnie z naszym kodeksem karnym łapówka nie musi być wyłącznie korzyścią majątkową, ale może też być korzyścią osobistą. A czym jest korzyść osobista? Definicji nigdzie nie znajdziesz, ale komentatorzy kodeksu karnego, a za nimi sądy przyjmują, że to dobro niemające charakteru majątkowego, ale dogodne dla przyjmującego lub zaspokajającego jakąś potrzebę.

Sędzia M.P. potrzebowała miłości i zainteresowania płci przeciwnej. Zaspokojenie takiej właśnie potrzeby zaserwował jej obrotny  pan adwokat. Oczywiście w zamian za korzystne decyzje procesowe. Uchylanie nakazów aresztów czy wydawanie wyroków zgodnie z jego oczekiwaniami.

Musiał być naprawdę dobry, bo w zeznaniach sędzia M.P. często, gęsto podkreśla, że nie potrafiła mu odmówić. Po prostu się bała, że jeśli to zrobi, jego uczucia znikną.

Reasumując, tak, miłość może być prezentem-łapówką, a jej przyjęcie może mieć fatalne konsekwencje.

W tym przypadki kosztowało sędzię M.P. nie tylko masę nieprzyjemności, ale i utratę prawa do wykonywania zawodu sędziego. Niestety osoby skazane prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne nie mogą zasiadać w sądzie. Co więcej, nie mogą też wykonywać żadnego z regulowanych zawodów prawniczych (adwokat, radca prawny, prokurator itd.). Lata nauki i wyrzeczeń poszły w piach. Test kariery oblany koncertowo.

Miłość  i sprawiedliwość są ślepe- przypadek?

MIŁOŚĆ JEDNAK GORSZA OD WÓDKI

Czy słusznie? Czy kara za miłość powinna być aż tak surowa? Test kariery oblany nieodwołalnie? Czy tutaj nie dało się uznać znikomej szkodliwości czynu? Błagam Cię! Oszalałeś? Albo wymierzamy sprawiedliwość albo jesteśmy kolejnym wcieleniem Bridget Jones, na Boga.  A na poważnie – bardzo dobrze ujął to w uzasadnieniu wyroku SA w Koszalinie:

Oskarżona jest sędzią Sądu Rejonowego w G., była więc obowiązana stać na straży prawa, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami i bezstronnie oraz kierować się zasadami godności i uczciwości. W rozpoznawanej sprawie wykazane zostało, iż zasad tych nie dochowała. Dlatego stopień szkodliwości społecznej przypisanego jej przestępstwa nie można ocenić inaczej jak znaczny (…)

Nie można moi mili mieszać miłości z wymierzaniem sprawiedliwości. I kropka.

A prezenty trzeba dawać i przyjmować bardzo rozważnie. Zwłaszcza jak się jest funkcjonariuszem publicznym.

Wesołych Świąt raz jeszcze.

Pozdrawiam, Prawstoria

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button